Żółte cacko znalezione na wysypisku

dia

Diamenty i brylanty. W poprzednim wydaniu naszej gazety zdołaliśmy przedstawić trzy z topowej piątki największych diamentów świata. Dziś o dwóch ostatnich z tego grona. Zdecydowana większość najwspanialszych diamentów świata została znaleziona za sprawą mozołu nędznie opłacanych górników, a w dawnych czasach – niewolników, którzy za swój trud otrzymywali miskę strawy i niewiele więcej. Tak było w dawnych kopalniach Indii, później Brazylii, także przez dziesięciolecia w Afryce Południowej. Dziś w kopalniach pracują maszyny i różnorodny, bardzo wyrafinowany i tylko dla potrzeb górnictwa diamentów produkowany sprzęt. Ale wśród ogromnej masy diamentów znajdowanych w wyniku nowoczesnych technologii wydobywczych, zdarzają się wyjątkowe okazy, które swoją jubilerską karierę zawdzięczają przypadkowi. W takich właśnie niezwyczajnych okolicznościach zaczęła się kariera czwartego pod względem wielkości (w chwili znalezienia) surowego diamentu świata.

Stało się to 37 lat temu w miejscowości o wdzięcznej nazwie Mbugi Mayi znajdującej się w Demokratycznej Republice Konga, w Afryce oczywiście. Za domem swojego wujka bawiła się na hałdzie gruzu wydobywanego z pobliskiej kopalni diamentów kilkuletnia dziewczynka. Wybierała z tego skalnego złomu odróżniające się barwą od szarej skały kamyki. Wuj przez przypadek zobaczył w ręku dziecka kamień, którego struktura i kolor go zaintrygowały. Gdy go wziął do ręki i przyjrzał mu się uważnie, doszedł do wniosku, że może to być diament. Zaniósł go do zbadania do pobliskiego laboratorium i okazało się, że wuj miał rację. To był diament. Ważył 890 karatów i do tego momentu znaleziono na świecie tylko trzy większe diamentowe kryształy. Omawiany już wielokrotnie na naszych łamach Cullinan ważył 3106 ct, Excelsior 995 ct, a Star of Sierra Leone 969,8 ct. Dziś diament z Mbugi Mayi zajmuje w klasyfikacji największych diamentów świata piąte miejsce, ponieważ (o czym pisaliśmy w poprzednim numerze) znaleziony dwa lata temu w Botswanie Lesedi la Rona ważył w chwili znalezienia 1 111 karatów, a po oczyszczeniu 1 109 ct.

Nie znamy kwoty, jaką wujek dziewczynki uzyskał od dilera diamentów, do którego udał się kryształem, ani też czy kupił dziecku jakiś prezent. Wiemy natomiast, że diament kupili od handlarza kupcy z Libanu i szybciutko przetransportowali go do Antwerpii, która jest światową stolicą szlifierzy diamentów. Tam dostał się w ręce wtedy jeszcze światowego monopolisty w wydobywaniu i handlu diamentami, czyli spółki De Beers. Ta zaś zapewne sowicie zarobiła na odsprzedaży kamienia Zale Corporation z teksańskiego Dallas, która to firma zajmowała się dostarczaniem kamieni szlachetnych do sklepów jubilerskich.

I to właśnie firma Zale Corporation nadała diamentowi po oszlifowaniu nazwę Incomparable, czyli „niezrównany” lub „nieporównywalny”. Wyjątkowość diamentu stanowiła jego barwa. Sklasyfikowana została jako „fantazyjnie brązowo-żółta” (fancy brownish yellow), a eksperci orzekli, że czystość oszlifowanego diamentu ma najwyższy z możliwych stopni i że wewnętrznie jest on bez skazy.

Właściciele Incomparable mieli jednak co do przyszłości tego wyjątkowego kryształu poważny dylemat. Surowy diament miał nieregularny kształt, bardzo szorstką powierzchnię, sporo ubytków i pęknięć. Czy oszlifować go tak, by przebił swoją masą Cullinana I (531 ct), ale kosztem jakości, czy zdecydować się na mniejszy rozmiar ale uzyskać najwyższą jakość. Drugie rozwiązanie wiązało się oczywiście z poważnymi ubytkami masy podczas szlifowania. Zdecydowano się na to drugie. Ostatecznie diament po oszlifowaniu miał masę 407,48 karata, ale kunszt szlifierza sprawił, że z surowego kamienia uzyskano 14 mniejszych diamentów, których masa po oszlifowaniu wynosi od 1,33 ct do 15,66 ct. I, co niezmiernie zaskoczyło fachowców, charakteryzują się one bardzo zróżnicowanym odcieniem – od intensywnie żółtych z brązowym odcieniem, poprzez jasno żółte do niemal bezbarwnych, a przecież wszystkie pochodzą z jednego kryształu.

Mimo poważnych strat masy podczas szlifowania, Incomparable jest największym żółtym diamentem na świecie, a w gronie największych oszlifowanych diamentów świata zajmuje 3 miejsce, po Golden Jubilee (545,67 ct) i Cullinanie I (530,2 ct). Po cięciu i szlifowaniu ma kształt podłużny o wymiarach 53,90 x 35,19 x 28,18 mm.

Historia znalezienia Incomparable dowodzi, że nawet najnowocześniejszy sprzęt może nie wykryć skarbów, wszak znaleziono go w roku 1980, kiedy w kopalniach diamentów nie posługiwano się już kilofami. I taki właśnie sprzęt, a konkretnie aparatura do prześwietlania skał promieniami Roentgena pozwoliła sześć lat po znalezisku ze śmietnika w Kongo, wykryć w jednej ze ścian kopalni Premier w pobliżu Pretorii w RPA bezbarwny diament, ważący 599 karatów. Jego znalezienie utrzymywano w tajemnicy przez dwa lata i ujawniono dopiero 11 marca 1988 r. podczas obchodów rocznicy stulecia firmy De Beers. Dano mu nazwę z tą uroczystością związaną, czyli „The centenary” (Diament stulecia).

Prace związane z oszlifowaniem diamentu trwały trzy lata w specjalnie do tego celu wybudowanym podziemnym pokoju w siedzibie firmy De Beers w Johannesburgu, którego strzegli uzbrojeni strażnicy. Po oszlifowaniu kryształ stracił jednak bardzo dużo ze swej pierwotnej masy, bo ważył już tylko 273 ct. i miał wymiary 3,9 x 5 x 2,5 cm. Ale szlifierz zachował jego oryginalny, gruszkowaty kształt, który mienił się 247 fasetami. Faseta to skośnie zeszlifowana krawędź drogich kamieni. Szerokiej publiczności diament zaprezentowany został tylko raz, w roku 1991 podczas wystawy w Antwerpii, a potem wszelki słuch po nim zaginął. Nie wiadomo, gdzie się obecnie znajduje, czy nadal jest w posiadaniu De Beers, czy też został sprzedany, trudno też oszacować jego wartość. Jedyna pewna informacja, to że został ubezpieczony na 100 milionów dolarów, a więc na kwotę, jakiej nie uzyskał podczas aukcji jeszcze żaden diament.

Marek Kober