Zrzutka na unijny budżet

str-20-zrzutka

Polska jest największym beneficjentem pomocy finansowej Unii Europejskiej dla państw członkowskich Wspólnoty. O tym, ile od roku 2007 otrzymała i ile jeszcze dostanie do roku 2020 z unijnego budżetu, pisaliśmy w poprzednim wydaniu naszej gazety. Skala tej pomocy jest widoczna szczególnie wtedy, gdy się zestawi wysokość składki, jaką Polska wnosi do budżetu Unii, z kwotą, którą z unijnej kasy w ramach różnych programów pomocowych otrzymuje. Na przykład w roku 2016 wysokość składki wniesionej do unijnego budżetu wynosiła 3,6 mld € netto, a w druga stronę Polska otrzymała z niego 10,6 mld €. Na czysto kraj zyskał 7 mld €. Jeśli kwotę tę pomnożymy przez 14 (jest to liczba lat dwóch tzw. perspektyw finansowych, w ramach których Polska otrzymywać będzie unijną pomoc), to się okaże, że kraje Wspólnoty wspomogły kraj nad Wisłą kwotą około 100 mld €. „Około”, ponieważ każdego roku kwota składki każdego kraju jest zazwyczaj wyższa niż w roku poprzednim. Bierze się to stąd, że składka ta opiewa na 0,73% PKB każdego z krajów UE, a od czasu kryzysu w roku 2008 wszystkie one notują co roku PKB wyższy niż w roku poprzedzającym.

Analitycy wyliczyli więc, że do roku 2020 (koniec drugiej perspektywy finansowej) w ramach unijnej pomocy Polska powinna otrzymać ok. 106 mld €). Czytelnik oczekuje zapewne odpowiedzi na pytanie – ile wynosi budżet Unii Europejskiej i co się nań składa?

Budżet UE otóż, to zaledwie 1% dochodu narodowego brutto wszystkich krajów Wspólnoty łącznie. Ale to „zaledwie” wynosi każdego roku około 140 miliardów euro. Skąd się biorą te pieniądze? Aż 76% budżetu UE stanowią składki krajów członkowskich w wysokości (pisaliśmy o tym wyżej) 0,73 PKB danego kraju. Drugi składnik, czyli 12% budżetu, berze się z podatków nakładanych na towary importowane do UE z krajów, z którymi UE nie ma podpisanej umowy o wolnym handlu (jak np. od roku z Kanadą) albo stanowią w tej umowie wyjątki. Trzeci wreszcie składnik (11% całego unijnego budżetu), to podatek VAT. Tworzony on jest z 0,33% całkowitych dochodów z VAT każdego kraju członkowskiego. Pochodzenie pozostałego 1% budżetu ukrywa się w sprawozdawczości unijnej pod rubryką „inne”.

Skoro 18 krajów wpłaca do budżetu UE mniej pieniędzy niż z niego otrzymuje, to oczywiste staje się, że pozostałe kraje, a jest ich 9, muszą do tego budżetu wpłacać więcej niż potem z niego inkasują. Skąd to się bierze? Sprawa jest prosta. Skoro wysokość składki jest dla każdego kraju taka sama (0,73 PKB), to wiadomo, że w przypadku krajów bogatych i bardzo bogatych, składka ta będzie opiewała na ogromne kwoty. I tak w istocie jest.

Najbogatszym kraje Unii są Niemcy i w ich przypadku owe 0,73% PKB przekłada się na 22 mld €., a z powrotem kraj ten otrzymuje 11,8 mld €. Drugim największym „składkowym” Unii jest Francja. Jej wkład wynosi 18,1 mld €, a zwrot 13,1. Na trzecim miejscu znajdują się Włosi, którzy wpłacają 13,6 mld €, a potem inkasują 9,5 mld €. Czwartą pozycję zajmowali dotychczas Brytyjczycy, którzy wpłacali 12,1 mld €, a potem otrzymywali zwrot 6,7 mld €, ale wiadomo, że społeczeństwo tego kraju zadecydowało w referendum o wystąpieniu z szeregów unijnej Wspólnoty i z chwilą jej opuszczenia wkład Wielkiej Brytanii do budżetu wygaśnie. Korekta in minus unijnego budżetu jest w tej sytuacji nieunikniona i prawdopodobnie najbardziej uderzy w Polskę. Tym bardziej, że większość krajów tworzących europejską Wspólnotę opowiada się za powiązaniem unijnego wsparcia z przestrzeganiem praworządności, a poczynania obecnego polskiego rządu zdaniem wielu europejskich polityków, tej praworządności nie gwarantują.

Kolejnymi krajami, które wpłacają do kasy Unii więcej pieniędzy niż z niej otrzymują są: Austria, Dania, Finlandia, Holandia, Szwecja. Piątym krajem pod względem wysokości składki do budżetu Unii jest Hiszpania. Zasila go ona kwotą 8,9 mld €, ale też inkasuje z niego ok. 13,2 mld €, czyli niemal 1,3 mld więcej niż Polska. Ale… różnica między wpłatą a wypłatą wynosi w przypadku Hiszpanii ok. 4,2 mld €, zaś w przypadku Polski jest to niemal równo dwa razy więcej, bo 8,4 mld €.

W krajach, które są płatnikami netto (to te które więcej wpłacają niż otrzymują z powrotem) , podnoszą się od czasu do czasu głosy, szczególnie ze strony nacjonalistów i populistów, że przynależność do Unii to żaden interes. Takie zarzuty z reguły formułują ludzie, którzy albo zakłamują rzeczywistość, albo rzeczywiście nie maja pojęcia o mechanizmach finansowo-ekonomiczych, rynkach usług i rynkach pracy.

Rzeczywistość jest bowiem taka, że płatnicy netto czerpią z tej przynależności korzyści zarówno bezpośrednie, jak i pośrednie. Korzyści bezpośrednie związane są z możliwością prowadzenia działalności gospodarczej w krajach, które są beneficjentami netto, bo bardzo często firmy z krajów płatników netto wygrywają przetargi, sprzedają towary i usługi w krajach będących beneficjentami netto. Korzyści zaś pośrednie wynikają z funkcjonowania jednolitego rynku – w UE nie ma kontroli granicznych, które mogłyby utrudniać handel towarami, nie ma ceł zwiększających ceny, a wspólna waluta, co akurat nie dotyczy jeszcze Polski, a o czym przekonali się już pozytywnie Słowacy, chroni przed ryzykiem zmieniających się kursów walutowych.

Dzięki korzyściom związanym z wprowadzeniem unii celnej, dobra i usługi sprzedawane w UE są bardziej konkurencyjne. To nie jest tak, jak argumentują nacjonaliści, że wpłacając więcej niż się z unijnej kasy potem otrzymuje, pieniądze te są bezpowrotnie stracone. Z danych statystycznych wynika bowiem, że tym krajom, których wpłaty tworzą nadwyżkę w unijnym budżecie, z każdego jednego euro zwraca się średnio 61 eurocentów w postaci eksportu do krajów wspomaganych i świadczenia w nich różnego rodzaju usług.

Druga strona tego medalu jest taka, że nacjonaliści i populiści w krajach, które więcej z budżetu Unii otrzymują niż do niego wpłacają, mówią, że Unia jest im do niczego niepotrzebna, skoro wpłacający z każdego euro zabierają z powrotem 61 eurocentów. Zwolennicy unijnej integracji pytają więc nacjonalistów dlaczego wobec tego kupują towary i korzystają z usług firm z krajów, które owe 61 eurocentów za swoją pracę bądź usługi inkasują z powrotem. Odpowiedzi nie mogą usłyszeć, bo prawda nie przeszłaby przez gardło tymże nacjonalistom i populistom. A jest ona prozaiczna: – Bo u nas nikt czegoś takiego nie produkuje, a usług tego typu nie świadczy.

Adam Lasocki

Twitter Ads – informacje i Polityka prywatności