„Żyj i pozwól umrzeć”

str-26-piotr-wozniak-starak

Można powiedzieć, że miał wszystko. Świetne wykształcenie, zajęcie, o którym marzył i w którym odnosił sukcesy, piękną i mądrą żonę (w 2016 r. poślubił Agnieszkę Szulim, dziennikarkę telewizyjną i radiową), także oczywiście pieniądze. Duże pieniądze. Do końca nie wiadomo, co go zabiło. Zbytnia pewność siebie, chwila nierozsądnej brawury? Jego znajomi mówili, że świetnie się czuł na wodzie, ale właśnie na tej wodzie zginął. Tak naprawdę to nie wiadomo, czy na niej, czy w niej. Miał tylko 39 lat. Nazywał się Piotr Woźniak-Starak.

W weekendowy wieczór z 17 na 18 sierpnia w imponującej, rozłożonej na ponad 200 hektarach posiadłości Staraków we wsi Fuleda nad jeziorem Kisajno, była cała rodzina, także jej znajomi. Zebrali się w jednym z obiektów ( na terenie posiadłości jest ich kilka) i jak to w takiej i wielu podobnych sytuacjach bywa, była muzyka, świetne jedzenie i drogie alkohole. Nie po raz pierwszy po kolacji Piotr postanowił popływać nocą po jeziorze. Wziął ze sobą 27-letnią kobietę, znającą się na żeglarstwie. W jednej z mazurskich restauracji pracowała jako kelnerka. Do drugiej łodzi weszli ochroniarze, którzy towarzyszyli mu zawsze, także w jego ulubionych nocnych rejsach.

Po kilku godzinach pływania Piotr odprawił ochroniarzy z poleceniem, że mają tylko czuwać z daleka i sprawdzać sygnał jego telefonu. Piotr nie zatrzymał telefonu przy sobie, położył go w przegródce łodzi, komórka była więc cały czas aktywna, także wtedy, gdy Piotra nie było już na pokładzie motorówki. Wypadł z niej podczas nagłego skrętu na dużej prędkości. Kobieta też wypadła, ale nie straciła przytomności i zdołała dopłynąć do brzegu, który znajdował się około 100 metrów od miejsca wypadku. Znaleźli ją i zabrali żeglarze. Inni żeglarze widzieli pływająca w kółko motorówkę, intrygowało ich to, ale było jeszcze ciemno, około 4 nad ranem i uznali, że zbliżenie się do niej może być niebezpieczne.

Piotra nie było nigdzie. Nie wiadomo, czy podczas wypadania z łodzi uderzył o coś głową i stracił przytomność, czy zabiła go śruba motorówki, bo znaleziono kilka wkręconych w nią włosów.

Poszukiwanie ciała młodego biznesmena prowadzono w dzień i w nocy. Zaangażowano do nich policję, straż pożarną, Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, wojsko. Rodzina zatrudniła również ekipy prywatnych płetwonurków. Ratownicy z MOPR powiedzieli podczas akcji, że na Mazurach poszukiwania zaginionych na wodzie osób prowadzi się do skutku. Tak samo było i tym razem. Ciało Piotra Woźniaka-Staraka znaleziono po czterech dniach poszukiwań, 22 sierpnia, około godziny 5 nad ranem. Zwłoki znalazła Grupa Specjalna Płetwonurków RP. Jeden z nich powiedział, że pomogła im w tym mapka zrobiona przez żeglarzy, którzy z 17 na 18 sierpnia uczestniczyli w nocnych regatach na jeziorze Kisajno i w dużym przybliżeniu wskazali miejsce, w którym krążyła pozbawiona załogi motorówka.

Tragedię Piotra Wożniaka-Staraka relacjonowały w Polsce wszystkie media. Był młody, ale miał już na swoim koncie poważne sukcesy zawodowe. Był bowiem producentem dwóch kinowych przebojów. Film „Bogowie”, o kardiochirurgu Zbigniewie Relidze i okolicznościach przeprowadzenia w Polsce pierwszego przeszczepu serca, który wszedł na ekrany w 2014 r., oglądnęło ponad 2,2 mln widzów. „Sztuka kochania” była filmem o seksuolożce Michalinie Wisłockiej, autorce (w czasach komuny) książki pt. „Sztuka kochania” właśnie, która strząsnęła (przynajmniej częściowo) grubą warstwę pruderii okrywającą życie seksualne Polaków. Ten film miał nieco mniejszą widownię, ale też znaczącą, bo obejrzało go około 1,8 mln widzów. Oba filmy przyniosły sukcesem finansowy, czyli także sukces finansowy jego producenta, którym był właśnie Piotr Woźniak-Starak.

Piotr urodził się w 1980 r. Jego mama Anna była swego czasu modelką, zaś ojciec, Jerzy Woźniak, wziętym adwokatem, który zapisał na swoim koncie chlubną kartę obrońcy opozycjonistów w latach 70. i 80. Ale Jerzy Woźniak zmarł, gdy Piotr miał ledwie 7 lat. Kilka lat później jego matka związała się z Jerzy Starakiem, prywatnym przedsiębiorcą, jednym z tych, którzy obok Jana Kulczyka, Sobiesława Zasady, Jana Wejcherta, tworzyli zręby polskiego kapitalizmu. Starak był założycielem firmy Comindex, która na polski rynek wprowadziła świetnie reklamowany keczup Billy („Sosy Billy w każdej chwili”) i robiące furorę tak w Polsce, jak też w krajach demoludów, od Kuby po Mongolię, perfumy Currara. W 2000 r. Jerzy Starak kupił chylące się do upadku zakłady farmaceutyczne Polpharma. Systematycznie dokupował pomniejsze firmy o tym profilu i z czasem stał się największym polskim przedsiębiorcą w branży farmaceutycznej. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że w kupno Polpharmy i danie jej drugiego życia, zaangażował ogromne pieniądze, jakie zarobił na współpracy z holenderską firmą Bols, której wódkę o tej samej nazwie wprowadził na polski rynek, na którym stała się przebojem. Majątek Jerzego Staraka jest dziś szacowany na ok. 6 miliardów złotych.

Usynowiony Piotr Woźniak widziany był przez Jerzego Staraka jako jego następca na fotelu prezesa Polpharmy, ale poszedł swoją drogą. Nim na nią wszedł zdobył świetne wykształcenie. Szkołę średnią ukończył w Szwajcarii , w Emerson College w Bostonie studiował komunikację, a w Parsons School of Design w Nowym Jorku grafikę. Młodość spędzał więc w międzynarodowym towarzystwie i nigdy nie miał kompleksu prowincjusza. Wręcz przeciwnie, w każdym, także międzynarodowym towarzystwie, brylował. Ale na każde wakacje uciekał na Mazury, do fascynującej go krainy ciszy i spokoju, którą pokochał na zawsze.

Podczas studiów w Parsons School of Design każdy student musiał znaleźć firmę, dla której powinien był zrobić reklamę. Piotr, co oczywiste, zgłosił się do Polpharmy, film reklamowy jego autorstwa był podobno bardzo udany, namawiano go więc by został w firmie, ale on wybrał film. Postanowił został filmowym producentem. Ktoś powie, że było mu łatwiej, bo miał ojczyma, za którym stały duże pieniądze. Po części to racja. Pieniądze Jerzego Staraka umożliwiły Piotrowi zdobywanie wykształcenia za granicą, w bardzo dobrej szkole i na renomowanych uczelniach amerykańskich. Ale gdy już wybrał ścieżkę kariery zawodowej, sam musiał sobie wywalczyć miejsce w branży. Producent to człowiek, który wykłada pieniądze na film. Jeśli ich nie ma, uprawia żebractwo, czyli chodzi od firmy do firmy i namawia do zainwestowania w produkcję. Gdy szukał pieniędzy na swój pierwszy, debiutancki film, od szefów firm, u których żebrał, słyszał zazwyczaj: „Niech panu tatuś da”. Po sukcesie „Bogów” było już łatwiej. Rysowała się przed nim wspaniała przyszłość jako producenta. Została gwałtownie przerwana. Przypadkową, zupełnie niepotrzebną śmiercią.

Prochy Piotra złożone zostały w specjalnym sarkofagu na terenie posiadłości w Fuledzie. Sam pogrzeb miał odmienny niż zwykle rytuał – żałobnicy szli w kondukcie boso, a ich buty ustawione były w stronę przystani i jeziora, w którym Piotr poniósł śmierć. Stypę zakończyło zaś wielkie ognisko. Anna i Jerzy Starakowie odlecieli z Fuledy prywatnym helikopterem, a następnie do swojej posiadłości na Sycylii.

Na motorówce, z której Piotr wypadł do wody, widniała inskrypcja: „live and let die…” (żyj i pozwól umrzeć”). Taki był też tytuł jednego ilmu z Jamesem Bondem.

Monika Barczyńska